
Beginning
Bird Stories
We saw the dust in the air turn into fireflies A ten skarb znalazłam w pudełku Raincloud. Dzięki!

Beginning
Bird Stories
We saw the dust in the air turn into fireflies W tym niezwykłym miejscu bezsenne noce wydawały się zupełnie inne - przyjemniejsze. Przestała myśleć o rzeczach, które zupełnie jej nie dotyczyły. Skończyła z zastanawianiem się nad światem, który ją otaczał i postanowiła coś zmienić, jakąś część swojego życia. Przecież miała niezwykły dom, w którym nie mogła mieszkać taka sobie zwykła osoba. Klara zdecydowała, że gruntowne zmiany zacznie od posprzątania wszystkich pomieszczeń. Musi być jakiś początek.
Już po krótkim czasie okazało się, że nie będzie to tak łatwe, jak wydawało jej się na początku. Nie miała prawie żadnych środków, dzięki którym wyczarowanie względnego porządku byłoby w ogóle możliwe. Musiała jechać do najbliższego sklepu, który wcale nie był tak blisko. Nie lubiła zbyt często jeździć samochodem, więc wyciągnęła rower. Był co prawda już dosyć stary, ale można było przejechać nim dwa kilometry w obie strony. Lubiła go nie tylko dlatego, że miał jakieś swoje życie, zanim go dostała, ale także dlatego, że miał przy kierownicy koszyk, w którym swobodnie mogła przewozić zakupy. Szybko zrobiła sobie listę rzeczy, które musi kupić, żeby nie jeździć niepotrzebnie dwa razy, i pojechała.
Po powrocie czekał na nią kolejny problem: nie wiedziała, od której połowy zacząć. Jedna i druga wydawała jej się równie ważna. Pomyślała tylko o tym, że na końcu zajmie się werandą, bo to właśnie tam najbardziej lubiła przesiadywać popołudniami, popijając czerwoną herbatę. Zrobiła sobie wycieczkę po własnym domu i doszła do wniosku, że najłatwiej będzie rozpocząć sprzątanie od kuchni, bo tam panował największy bałagan. Szybko przystąpiła więc do pracy. Następna w kolejności była sypialnia, ale postanowiła ją na razie ominąć. Otworzyła tylko duże okna, żeby przewietrzyć. Weszła go garderoby. Zaczęła wyjmować kolejno ubrania ze wszystkich półek i układać je na miękkim dywanie. Na samym dnie największej szafy odnalazła stare pudełko. Nie należało do niej, więc musiało zostać jeszcze po babci. Z resztą ciągle znajdowała jakieś jej rzeczy. Nic dziwnego, w końcu mieszkała tu tyle lat. Z jednej strony ciekawiło ją, co może znajdować się w środku, ale z drugiej zastanawiała się, czy w ogóle powinna je otwierać. Może babcia trzymała tam jakieś osobiste przedmioty, skoro tak głęboko je przechowywała.
- Popatrz, jak to ładnie wygląda- powiedziałam, wskazując na pole pełne maków.
-Hmmm... No - opowiedział Rysiek dopijając resztkę coli z plastikowej butelki.
-Zerwiesz mi kilka? -Spytałam. Spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem, po czym się uśmiechnął.
-Jasne.
Patrzyłam jak znika w oddali, jak nachyla się i zrywa czerwone maki. Jak starannie układa z nich bukiet, jak wraca, patrząc prosto przed siebie, na mnie.
- Proszę. - Wręczając mi kwiaty, delikatnie, niczym speszony chłopiec na pierwszej randce, całuje mnie w policzek. Patrzymy sobie prosto w oczy. Po chwili on odwraca wzrok. Widzę, że czuje się nieswojo.
-Ruszajmy - mówi. Wsiadamy na motocykl i jedziemy dalej. Wiatr rozwiewa mi włosy. Przyciskam policzek do karku Ryśka. Czuję się dziwnie szczęśliwa. Jak zakochana nastolatka, która po raz pierwszy dostała kwiaty i pocałowała się z chłopakiem, za którym nieziemsko szaleje.
Po dwudziestu minutach jesteśmy na miejscu.
- Wypakujmy się na początku, potem pójdziemy się zameldować -oznajmia Rysiek. Chwyta za walizki i idzie w kierunku drewnianego domku w werandą. Ruszam za nim.
- Ładnie tu- mówię.
- Tak.
- Wydaje mi się, że skądś znam to miejsce.
Uśmiecha się.
- Na razie zobaczyłaś tylko drzewa i drewniany domek. Z czym mogą ci się kojarzyć takie detale - odpowiada ironicznie.
-Nie wiem. Jakoś tu…swojsko.
Otwieramy drzwi. Domek jest mały, zaledwie jedno duże łóżko, mała kuchenka, szafa. Zostawiamy walizki, nie ma sensu się wypakowywać. Bo niby gdzie? Do tej malutkiej komody?
-Chyba się zdrzemnę.
Rysiek położył się na łóżku.
-Jasne -opowiadam. Stoję jak ta głupia pośrodku pokoju. Zdrzemnie się. Jasne. Będzie spał. No tak. A ja?
-A ja?
Nie usłyszałam odpowiedzi. Zasnął. Wyszłam na werandę i usiadłam w wiklinowym krzesełku. Było mi jakoś dziwnie smutno. Czar postoju przy makowym polu prysł, a mi znowu chciało się płakać. Tym razem jak pięcioletniej dziewczynce, która zgubiła ulubionego misia…
Siedzieliśmy na brzegu jeziora i rzucaliśmy kamienie do wody. Czułam na sobie wzrok Ryśka.
-Olga…
Spojrzałam mu w oczy.
-Hm?
Znowu się speszył. Odwrócił wzrok i zaczął patrzeć w dal. Milczeliśmy.
-Unikasz mnie- w końcu przerwałam krępującą ciszę.
Rysiek milczał.
-Ale dlaczego? Co? Wstydzisz się mnie? Jestem ci obca…
- Nie!
- Więc…
Czułam jak drży mi broda.
Ukrył twarz w dłoniach. Zamknęłam oczy i z całej siły przygryzałam wargi, broniąc się w ten sposób przed usłyszeniem prawdy. Jednak nie usłyszałam nic. Poczułam tylko lekki powiew wiatru i oddech Ryszarda przy prawym uchu. Jego palce dotykały moich ust, nosa, powiek. Pocałował mnie w szyję i …
-Uciekaj, Olga- szepnął.
Dzisiejszego ranka zupełnie nie miałam ochoty wstawać, w ogóle nie miałam ochoty na nic. Najchętniej nie ruszałabym się z łóżka, choć doskonale wiem, że nawet przez chwilę nie zmrużyłabym oka. Mimo wszystko, musiałam iść do szkoły i wykonać każdą z monotonnie powtarzających się rzeczy. W tamtym momencie najbardziej na świecie nienawidziłam wiru życia, który co dnia nieuchronnie mnie wciągał swoimi ramionami. Kolejne próby zerwania ciągu czynności wykonywanych rano jedna po drugiej okazywały się bezskuteczne. Nie pomagał ani zbyt dobry nastrój, ani tym bardziej zły. A przecież jest mnóstwo rzeczy ważniejszych od tego, czy najpierw zjem śniadanie, a później umyję zęby, czy odwrotnie. Za każdym razem jednak, gdy tylko próbowałam coś zmienić, zaczynało się pasmo niefortunnych zdarzeń: zapomniałam czegoś wziąć, potem zrobić, a na końcu odczuwałam jeszcze większy brak odpowiedniej organizacji niż wcześniej.
Z ogromną niechęcią wstałam z łóżka i powoli zaczęłam podążać w stronę łazienki z lekko rozchylonymi powiekami. Drogę opanowałam już perfekcyjnie, więc z zamkniętymi oczami też pewnie bym bez problemu trafiła. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam tam dziewczynę, która nie wie, czego właściwie chce. Podkrążone niebieskie oczy, blada cera i kilka piegów na nosie - to widziałam każdego ranka. W tych oczach nie było nic nadzwyczajnego. Każdego ranka próbowałam ukryć wszystkie niedoskonałości, żeby tylko ludzie dostrzegli kogoś więcej niż bladą, przygaszoną twarz z zamkniętym uśmiechem. Dzisiaj postanowiłam, że z tym skończę. Miałam już dość wstawania kilka godzin wcześniej, żeby wykonać makijaż, który utrzyma się przez cały dzień. Zapragnęłam zobaczyć swoje odbicie w inny sposób i chciałam, żeby ludzie także tak mnie zobaczyli.
Takie postanowienie z pewnością wiązało się z moją wczorajszą rozmową z Nim i nieprzespaną nocą, która była skutkiem tej rozmowy. Przemyślałam każde Jego słowo: ,,Nikt nie narzuca ci tego, w jaki sposób masz żyć. Każdy sam o tym decyduje, ale czy całe życie chcesz odgrywać dwie różne role? To bywa bardzo trudne. Niewykonalne." Choć wczoraj tak bardzo się broniłam, dziś muszę Mu przyznać rację. Coś musiałam zmienić, wolałam akurat udawanie.